Żeńskie czy męskie? Płeć w czasach przemiany – Hanna Samson

Co to znaczy być stuprocentową kobietą? Nasza kultura podsuwa proste wzorce. Kobieta ma być miła, uległa, zadbana. Łagodna i opiekuńcza. Gotowa do poświęceń. Ale czy kulturowe stereotypy wyczerpują naturę kobiecości? Niejedna z nas dusi się w nich jak jej prababka w gorsecie, ale gdy je odrzuca, wcale nie jest łatwiej. Problemem są nie tyle rosnące aspiracje kobiet, ile to, że mężczyznom tak trudno się z nimi pogodzić.
- Przestań, dziewczynki tak się nie zachowują – słyszy kilkulatka, gdy wyrywa koledze zabawkę. – Nie rycz, chłopcy nie płaczą – słyszy kilkulatek, któremu wyrwano zabawkę. Nie wystarczy urodzić się dziewczynką albo chłopcem, abyśmy byli uznani za prawdziwego przedstawiciela swojej płci. Musimy jeszcze zachowywać się zgodnie ze stereotypowymi wyobrażeniami płci panującymi w danej kulturze. W procesie wychowania pełnią one taką samą funkcję jak w mitologii greckiej prokrustowe łoże, na którym kładziono wędrowców zmierzających do Aten. Jeśli byli zbyt mali, naciągano ich do odpowiednich rozmiarów jak na łożu tortur, gdy byli zbyt wysocy, przycinano im wystające członki.
Rodzice i wychowawcy codziennie przycinają dzieciom wystające członki i naciągają to, czego im brakuje, aby w przyszłości mogły się stać prawdziwą kobietą lub prawdziwym mężczyzną. Ale co to znaczy?
Przez wieki kobiety miały problemy z określeniem własnej tożsamości. Kulturowe standardy nagradzały je za trzymanie się stereotypowych ról, a karały za ich odrzucanie. Takie warunki nie sprzyjają poznawaniu siebie, a jedynie dostosowywaniu się do społecznych oczekiwań. Stereotypowy sposób myślenia o kobietach dalej obecny jest w naszej kulturze. Jeszcze kilka lat temu był wyraźnie widoczny w polityce. „Szanujemy kobiety w ich naturalnych rolach” – stwierdził Marek Jurek, wtedy Marszałek Sejmu. Ale co to są te naturalne role? Czy mieści się w nich praca zawodowa? Czy chodzi tylko macierzyństwo? A może o gotowość do poświęceń? Jak widzą Matkę Polkę panowie politycy? „To kobieta piękna, łagodna i dobra. I zawsze uśmiechnięta. Dla niej rodzina jest podstawą, potrafi poświęcić dla niej swoje ambicje. Ona wie, co jest dla niej najważniejsze. To wychowanie polskich patriotów w naszej świętej katolickiej wierze” – stwierdził Marian Piłka z PiS. Andrzej Mańka z LPR też miał jasne poglądy w tej sprawie: „Moja mama poświęciła się rodzinie bezgranicznie, nigdy nie była na wczasach, odmawiała sobie dosłownie wszystkiego, byle tylko zapewnić nam odpowiedni byt i wykształcenie. Chciałbym, by wszystkie polskie matki przypominały swoją postawą moją matkę.” Ale czy tego też pragną kobiety?
Jeszcze niedawno wszystko było jasne: mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, kobieta dbać o ognisko domowe. Nawet jeśli pracowała, musiała to robić dyskretnie, w sposób nie obciążający męża, który po pracy miał prawo być zmęczony. Ojciec wielu z nas nie wiedział, gdzie w domu trzyma się herbatę. Wyjazd żony czy jej, nie daj Boże, choroba sprawiały, że stawał się bezradny jak dziecko, choć wtedy nazywano to męskością. Męskość definiowano bowiem jako coś przeciwnego kobiecości. Mężczyzna jest silny, kobieta słaba, on aktywny, ona bierna, on kieruje się rozumem, ona emocjami, on bywa agresywny, ona jest zwykle łagodna. A dziś? Co to jest męskość i kobiecość, skoro siła, zdecydowanie, samodzielność, zaradność, aktywność zawodowa, kiedyś atrybuty typowo męskie, teraz równie dobrze opisują kobiety? W jaki sposób kobiety i mężczyźni mają potwierdzać przynależność do swojej płci? Skąd czerpać nowe wzorce, skoro stare się zdezaktualizowały? Z pierwszą pomocą usłużnie przychodzi rynek.

Kobiecość na billboardzie
Jeśli Francuzka umie z niczego zrobić kapelusz, sałatkę i awanturę małżeńską, może czuć się stuprocentową kobietą. Polka zawsze miała nieco trudniej. Stare powiedzenie mówi, że powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni, kurtyzaną w sypialni. Mamy być delikatne i przedsiębiorcze, seksowne i gospodarne, praktyczne i romantyczne. Ale czy to Polka, czy Francuzka, jeśli chce, by uważano ją za stuprocentową kobietę, musi odpowiednio wyglądać. Wygląd kobiety nieustająco podlega ocenie, zwraca uwagę nawet wtedy, gdy nie rzuca się w oczy. Brak makijażu i szczególnej dbałości o wizerunek fizyczny jest zauważany tak samo, jak modne ciuchy i mocny makijaż. Politycy czy biznesmeni nie walczą o tytuł Mister Universum, kobiety tak, nawet jeśli nie mają na to ochoty. Nieważne, jak mało znaczące dla jej dążeń i aspiracji, jak nieadekwatne wobec jej predyspozycji, jak śmieszne w stosunku do jej osiągnięć jest ocenianie kobiety po wyglądzie, to i tak wygląd kobiety zawsze podlega ocenie i porównywaniu z innymi. Co gorsza, same też nieustająco się porównujemy. Dziś kobieta porównuje się nie tylko z koleżankami czy sąsiadkami, ale również, a może przede wszystkim, ze starannie wybranymi modelkami, które osaczają ją z każdej strony. Mimo że ich uroda jest poza zasięgiem zwykłych śmiertelniczek, reklamy przekonują nas, że możemy się do niej zbliżyć, jeśli będziemy się starały i kupimy odpowiednie produkty. Ideał szczupłej sylwetki stał się wśród kobiet tak powszechny, że większość z nas bez przerwy się odchudza, płacąc za to jeśli nie zaburzeniami odżywiania, to przynajmniej poczuciem winy za każde odstępstwo od diety. W dodatku ideał staje się coraz trudniej osiągalny: w ciągu ostatnich trzydziestu lat waga uczestniczek konkursów piękności obniżyła się do poziomu typowego dla 5-10 proc. najszczuplejszych kobiet w społeczeństwie. Jeśli przytłaczająca większość kobiet nie dorasta do ideału urody obowiązującego w naszej kulturze, to normą staje się niezadowolenie z siebie i ciągłe wysiłki, żeby siebie zmienić. Amerykanka Cindy Jackson przeszła dwadzieścia siedem operacji plastycznych, by upodobnić się do Barbie. Można by uznać to za jednostkową patologię, która w dodatku zdarzyła się w dalekiej Ameryce, gdyby nie fakt, że do polskiej edycji słynnego holenderskiego reality show „Chcę być piękna” w ciągu trzech pierwszych dni zgłosiło się blisko pięćdziesiąt tysięcy kobiet! Liczba ta przerosła oczekiwania organizatorów, ale przede wszystkim powinna zastanowić. Tysiące kobiet pragną dać się pokroić na oczach milionów telewidzów, licząc na to, że nowy wygląd odmieni ich życie. Doświadczenia uczestniczek amerykańskiego programu „Łabędziem być”(TV4) pokazują, że naprawdę odmienia. Bajka o brzydkim kaczątku spełnia się na naszych oczach. Niedawno brzydkie i nieszczęśliwe, teraz piękne kobiety sięgają po rozliczne trofea: są na okładkach kolorowych magazynów, pracują jako modelki, mąż je kocha albo zmieniają męża, po prostu są szczęśliwe. Dzięki mediom, rozwojowi chirurgii plastycznej oraz przemysłu związanego z modą i urodą atrakcyjność fizyczna staje się tak ważna, że może decydować o całym naszym życiu.
Jeśli wierzymy, że kobiecość jest tym, co widać na billboardach, niełatwo być zadowoloną z siebie kobietą. Jak kiedyś fiszbiny i treny, dziś wzorce kobiecości kreowane przez media i przemysł nie pozwalają nam poczuć się swobodnie w swoim ciele. Gdy kobiety patrzą w lustro, widzą nie tylko siebie, ale też wszystko to, co nie pasuje do wzorca: za krótkie nogi, za duży nos, za mały biust. A co widzi mężczyzna, gdy patrzy w lustro?

Uwaga! Mężczyzna w kryzysie
Kiedy mężczyzna patrzy w lustro, widzi po prostu siebie. Oczywiście może cierpieć z powodu zbyt niskiego wzrostu lub odstających uszu, ale jeśli nie ma rzucających się w oczy defektów, czuje, że jest w porządku i może zdobyć każdą kobietę. Gdyby tylko sprostał jej oczekiwaniom. Ale jak to zrobić, kiedy nic już nie jest oczywiste?
Kobiety nie potrzebują już myśliwego i obrońcy, żeby przeżyć. Jesteśmy samodzielne, uparcie dążymy do niezależności, co nie znaczy jednak, że chcemy być same. Nadal marzymy o miłości, ciepłym domu, kochającym mężu, który w dzień robiłby błyskotliwą karierę, a wieczorem godzinami z nami rozmawiał. Który byłby silny i wrażliwy. Chcemy by był opiekuńczy, ale by szanował nasze prawo do samostanowienia o sobie. By nam imponował i  radził sobie nie gorzej od nas we współczesnym świecie. Nie musi zarabiać więcej niż my, ale dobrze, gdy pracuje z pasją. Ważne jest też poczucie humoru i ta słynna zimna krew, która pozwala mu zachować spokój, kiedy my już wpadamy w histerię. I żeby okazywał nam uczucia, dbał o swój wygląd i kondycję. Czy to tak dużo?
Za dużo! Od dawna już głoszony na Zachodzie kryzys męskości widoczny jest również w Polsce. Mężczyźni, którzy od dzieciństwa słyszeli: bądź mężczyzną, i traktują to jako swoje życiowe zadanie, czują się zagubieni. Gdy próbują działać według starych wzorców męskości, zyskują etykietkę macho, gdy okazują słabość, są uważani za zniewieściałych.
„Jestem podejrzaną figurą. Jestem mężczyzną” – zaczyna poradnik dla mężczyzn Daniel Ekman, szwedzki pisarz, oddając w ten sposób stan ducha niejednego faceta. Patrick Fanning i Matthew McKay, autorzy książki „Być mężczyzną we współczesnym zwariowanym świecie”, jak na Amerykanów przystało, zaczynają zdecydowanie bardziej optymistycznie: „Dobrze jest być mężczyzną. Powinieneś być dumny, że nim jesteś” – piszą, ale natychmiast dodają, że w dzisiejszych czasach wcale nie jest to łatwe. Już sam fakt powstawania coraz to nowych poradników dla mężczyzn i to nie dotyczących łowienia ryb czy naprawy samochodu, ale sposobu ich istnienia w świecie, świadczy o tym, że nie jest to proste. Niepewność mężczyzn pogłębia dodatkowo trudna sytuacja na rynku pracy. Mężczyźni stanowią mniejszość wśród bezrobotnych, ale brak pracy to dla nich nie tylko problem ekonomiczny, lecz zamach na ich męskość. Dowodem mogą być statystyki, przytaczane przez Fanninga i McKay’a: wzrostowi bezrobocia o 1 proc. towarzyszy wzrost liczby samobójstw wśród mężczyzn o 3 proc. Gdy kobieta traci pracę, ma jeszcze dom, dzieci, dla mężczyzny to koniec świata. Kobiety szybciej mobilizują się i zaczynają poszukiwania, mężczyźni reagują nerwicą, lękami, depresją, zaczynają pić, uciekają od zmierzenia się z problemem, chcąc uniknąć kolejnej porażki.
Praca i wynikająca z niej możliwość utrzymania rodziny była przez wieki podstawą męskiej tożsamości i tak jest nadal. Na pytanie o to, kim jest, mężczyzna odpowiada zwykle: lekarzem, inżynierem, kierowcą, dla kobiety równie ważne może być to, że jest żoną, matką, córką. Mężczyźni częściej są nastawieni na osiągnięcia, dążą do sukcesu mierzonego pozycją społeczną, poziomem życia, pieniędzmi. Wielu z nich pamięta, że powinni zbudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo, a gdy to im się nie udaje, czują się nieudacznikami, tracą wiarę w siebie. Źle znoszą sytuację, gdy kobieta zarabia więcej od nich. Co trzecia Amerykanka zarabia więcej od męża. A i w Polsce, choć kobiety nadal są dyskryminowane na rynku pracy, taka sytuacja zdarza się coraz częściej.
Im wyższe wykształcenie, tym większa otwartość na karierę żony, im mniej kompleksów, tym większa gotowość wspierania jej i brania na siebie obowiązków domowych. 36 proc. Polaków deklaruje, że zgodziliby się na to, aby to żona, a nie oni robiła karierę. 31 proc. uzależnia swoją decyzję od tego, które z nich mogłoby osiągać większe korzyści finansowe. Choć słychać jeszcze głosy chcące zawrócić bieg rzeki, aspiracje kobiet spotykają się z coraz większym zrozumieniem. Ale nie idzie to w parze z przyzwoleniem na słabość czy niezaradność mężczyzn. Mężczyzna, który nie ma pracy albo zarabia niewiele, jest spostrzegany jako fajtłapa, oferma, nieudacznik. Gdyby do tego zajął się domem, musiałby okrzyknąć się babą. W Polsce mężczyzna może jedynie pomagać żonie. Temu stereotypowi uległa nawet Joanna Kluzik-Rostkowska, stwierdzając, że mężczyźni nie powinni leżeć na kanapie, tylko pomagać w domu (GW). To właśnie jest partnerstwo po polsku: mężowie razem z dziećmi pomagają mamie, jeśli ona ich o to poprosi. W Polsce 80 proc. prac domowych wykonują kobiety! Gotują, zmywają, piorą, sprzątają, prasują. Ale większość mężczyzn wie już, że powinni się zmieniać. Jak? Jeśli czują się zagubieni, z pomocą spieszy im rynek, kreując nowego mężczyznę.

Najnowszy model mężczyzny
Kobieta musi o siebie dbać, jeśli nie chce być zepchnięta na margines. Mężczyzna może, ale nie musi. W każdym razie tak było do tej pory. Ale rynek już zadbał o to, żeby coraz częściej chciał. Świetnie obcięte i ułożone włosy, smukła sylwetka, markowe ciuchy, wypielęgnowane dłonie, w torbie perfumy i najnowszy numer Vogue’a, ten opis pasuje nie tylko do kobiety, ale również do mężczyzny metroseksualnego. Pojęcia metroseksualizm użył jako pierwszy w 1994 roku angielski dziennikarz Mark Simpson na określenie mężczyzny zakochanego w samym sobie i stylu życia, jakie prowadzi. Pojęcie to, przejęte przez rynek, szybko zgubiło swój negatywny wydźwięk i zaczęło oznaczać nowy wzorzec męskości. Niby dlaczego tylko kobiety miałyby być piękne? Mężczyzna nie musi już być twardzielem, używającym jedynie wody, mydła i kremu do golenia. David Beckham maluje paznokcie, nosi kolczyki, chętnie pokazuje się z dzieckiem i kto mu odmówi męskości? A Brad Pitt, Johnny Depp, Tom Cruise? Już nie mówiąc o androgynicznych gwiazdach muzyki rockowej. Kulturowe tabu dotyczące tego, czego nie wolno mężczyźnie, zostało złamane. Mężczyźni chodzą do siłowni, ale i do solarium, i do kosmetyczki. Manicure, maseczki, farbowanie włosów, metroseksualiści troszczą się o swój wygląd nie mniej, a często bardziej niż ich partnerki. Bo jeśli już mężczyzna chce być piękny, to idzie na całość. Bez kobiecych oporów i wątpliwości, czy jest tego warty, sięga po ciuchy i kosmetyki z najwyższej półki. W wielu grupach społecznych taki mężczyzna jest uznawany za zniewieściałego lub geja. Ale w dużych miastach, czyli metropoliach, od których wziął nazwę nowy mężczyzna, istnieją już całe środowiska, gdzie męskie rozmowy o kremach i perfumach stały się normą. Trend ten pociąga nie tylko chłopców, ale i dojrzałych panów. Tak naprawdę to nie jest nic nowego, raczej powrót do starych wzorów. Mężczyzna w garniturze jest wynalazkiem sprzed stu kilkudziesięciu lat, przedtem mężczyźni nosili kosztowne futra, brokaty i jedwabie, peruki, szminki, czasem obcasy. Prawdziwą nowością u nowych mężczyzn jest za to akceptacja kobiecego pierwiastka w sobie, jungowskiej animy, w kulturze patriarchalnej spychanej dotąd do nieświadomości. Metroseksualizm to czułość, wrażliwość, subtelność, emocjonalność, a więc znacznie więcej niż atrakcyjna powłoka zewnętrzna. Mężczyźni metroseksualni potrafią być wspaniałymi partnerami równie atrakcyjnych partnerek. Tyle że trudno przy nich poczuć się płcią piękną, gdyż mają oni jedną wielką wadę: nie dość, że sami są piękni, to w dodatku świetnie o tym wiedzą. Przecież spędzają przed lustrem około dwóch godzin dziennie!

Kobiecość w rozwoju
Nowa kobieta rozwija się w innym kierunku. Ma dość nieustannego dostosowywania się do zewnętrznych wzorców, odkryła, że jej to nie służy. Nie zgadza się na to, żeby billboardy, reklamy, wizerunki aktorek lub modelek decydowały o jej samopoczuciu, żeby wkraczały w jej relację z samą sobą. Wie, że rozwijanie kobiecości powinno wzbogacać, a nie ograniczać. Nie chce, by kobiecość była jej utrapieniem, by zmarszczki czy cellulitis przysłaniały jej świat. Ile można wcierać, wmasowywać i zdobić? Kobiecość rozkwita, jeśli pozwolimy jej rosnąć, a nie przycinamy do billboardów. „Scarlett O’Harra nie była pięknością, ale mężczyźni rzadko to sobie uświadamiali” – pisała Margaret Mitchell w „Przeminęło z wiatrem”. O naszej atrakcyjności w większym stopniu niż wygląd decyduje bowiem akceptacja siebie.
- Tracimy mnóstwo czasu, żeby dostosować się do wzorców kobiecości, które istnieją w naszej kulturze. A tak naprawdę kobiecość jest w nas. Chodzi o to, żebyśmy dały sobie prawo do poznawania swoich potrzeb i wyrażania siebie – mówi Lucyna Wieczorek, współzałożycielka Dojrzewalni róż. Kobiecość jest w nas, skoro jesteśmy kobietami. To stwierdzenie, tyleż oczywiste, co rewolucyjne, bo jakżeż różniące się od tego, co lansują media i rynek, przyciąga do Dojrzewalni róż tysiące kobiet, które chcą się rozwijać, wyrażać siebie, wchodzić w autentyczne relacje, a nie dostosowywać się do świata. Chcą dotrzeć do swojej kobiecości rozumianej jako jądro naszego ja. Kobiecość nie da się sprowadzić do stosunku między talią a biodrami. Jeżeli jesteśmy sobą, jesteśmy kobiece. O prawdziwym równouprawnienie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy gruba, owłosiona kobieta, będąca w swej urodzie odpowiednikiem na przykład ministra Kalisza, idąc w upalny dzień w krótkich spodenkach po mieście, będzie czuła się tak dobrze w swoim ciele, żeby pomyśleć, że ci wszyscy faceci, którzy się na nią gapią, z pewnością są nią zachwyceni! Oczywiście to żart, bowiem kobieta zadowolona z siebie nigdy nie będzie postrzegana jako gruba, najwyżej jako zmysłowo-bujna jak na obrazach Rubensa.

Mężczyzna, kobieta i dziecko
„To mężczyzna tworzy mężczyznę” – pisał Arystoteles. Ale wraz z rewolucją przemysłową ojcowie opuścili swoich synów. Poszli do fabryk, zostawiając wychowanie matkom. Czy kobieta może nauczyć syna być mężczyzną? Zdradzeni przez wiecznie nieobecnych ojców synowie musieli sami budować swoją tożsamość. A dziś to się zmienia. Jedną z bezsprzecznych korzyści wynikających z postępującego równouprawnienia, którą coraz wyraźniej widać również w Polsce, jest zwrócenie dzieciom ojców. I to nie tylko synom, ale również córkom. Rośnie pokolenie mężczyzn, którzy naprawdę zajmują się dziećmi. Wstają w nocy, przewijają je, karmią. Potem bawią się z nimi i rozmawiają. Umieją ubrać dziecko, wykąpać, dać śniadanie i odprowadzić do przedszkola. Co czwarta Polka wierzy, że mężczyźni będą wkrótce równie często jak matki zostawać z dzieckiem w domu. 3,5 miliona Amerykanów opiekuje się dziećmi, bo żony pracują i utrzymują rodziny. Coraz częściej można też zobaczyć, że nie tylko kobiety, ale i mężczyźni potrafią łączyć karierę z życiem rodzinnym.
Sceptycy mówią co prawda, że kiedyś jak nie było ojca, to przynajmniej matka siedziała w domu, a teraz najczęściej nie ma ani jej, ani jego. Najpierw są opiekunki i przedszkola, potem wychowanie i bycie razem zastępuje się edukacją. Z układu partnerskiego między rodzicami dziecko często ma tylko tyle, że raz jedno, raz drugie z nich odwozi je do szkoły i na angielski, rytmikę, basen, zaś życie domowe znajduje się w stadium szczątkowym. Jednak faktem jest, że coraz więcej ojców jest bliżej z dziećmi, niż byli kiedykolwiek.
Może to właśnie dzieci są kluczem do prawdziwej nowej męskości? Może ojcostwo jest brakującym elementem męskiej tożsamości? W „Mężczyźnie i chłopcu” Tony’ego Parsonsa bohater, zmuszony do tego przez życie, dojrzewa powoli do roli ojca i odkrywa, że dzięki niej staje się w pełni mężczyzną. To nie przypadek, że książka stała się bestsellerem kupowanym nie tylko przez kobiety, ale i przez mężczyzn. Bo być mężczyzną nie znaczy dzisiaj być twardzielem, który nikogo nie potrzebuje, jak jeździec z reklamy Marlboro. Ale szkoda, żeby znaczyło narcystyczną koncentrację na sobie, swojej urodzie i wygodnym stylu życia. Lepiej, żeby mężczyźni upodabniali się do kobiet w sferze psychicznej. Przecież wrażliwość, empatia, bliskość wcale nie są zarezerwowane dla kobiet. To cechy, z którymi mężczyzna się rodzi, lecz świat obcina mu je od dzieciństwa na prokrustowym łożu wychowania. Jeśli mężczyzna odkryje je w sobie i rozwinie, wtedy spotka kobietę nie tylko u kosmetyczki, ale także w życiu.

Hanna Samson